niedziela, 18 stycznia 2015

After sunday

Dwa miesiące zastoju. DWA! Nigdy nie spodziewałabym się po sobie takiego niezorganizowania.
Coś jest na rzeczy... kurcze, mam to słowo na końcu języka...
już wiem! STUDIA! Tak, to przyczyna wszelkiego zła.

Właściwie muszę przyznać, że jestem z nich całkiem zadowolona. Naprawdę czekam na każdy kolejny dzień, dużo wcześniej planuję w co się ubiorę, w co się spakuję, co będzie na przerwach...
Wyniki całego tego planowania są... dość nieprzewidywalne, ale łudzę się, że to ma sens :D
 Cieszy mnie wszystko. Od lokalizacji, przez zajęcia po grupę.

A jutro zaczyna się sesja. Nie jest najgorzej, większość przedmiotów zdałam na zerówkach. Właściwie wszystko, co było, jest zaliczone. Ale Mikroekonomia mnie nie zadowala, a Badania naukowe zaplanowane są na czwartek. I generalnie... to koniec. Potem wolne i mam nadzieję, że wtedy spadnie śnieg. Chcemy z Sylwią odwiedzić jakiegoś miłego bacę, poszusować troszeczkę i popatrzeć na zaśnieżone góry. A wieczorami grzane wino i jakieś filmy, których ona jeszcze nie widziała, a które zobaczyć MUSI. Jeżeli natomiast śniegu nie będzie, mamy plan B - zwiedzanie Warszawy. Nie byłam tam w 2014 i nie mogę sobie tego wybaczyć. Jeżeli nie w "ferie", to pojadę tam w marcu z harcerzami na Arsenał. No ale póki co to jeszcze daleeeka przyszłość.

A na dzisiaj Beyonce

Gdybym miała streścić ostatnie miesiące w skrócie... to generalnie bez laptopa jak bez ręki. Do napisania miliard projektów, do sprawdzenia i korekty jeszcze połowa tego. Prócz tego wyjazdy na Uniwersytety Dziecięce, korepetycje i Inmedio. A poza tym dostałam się na staż do Grecji. Teraz trzeba tylko zabukować bilety, opłacić kaucję i załatwić na uczelni wszystkie papiery. Ale zabiorę się za to jutro. Dzisiaj zaliczyłam dwa movie z Sylwią i Kasią. Wracamy do korzeni, czyli najpierw Edward, a następie Jack. Pierwszy już nie wzrusza, ale drugi nie przestaje. Co więcej, dzisiaj pierwszy raz oglądając Titanica, dotarło do mnie tyle prawdy o ludziach. I zastanawia mnie... czy da się ich całkowicie zrozumieć? Czy można powiedzieć: wiem kim on jest, wiem jak się zachowa, wiem co myśli i czuje? Do tej pory zawsze myślałam, że wiem to wszystko. A teraz wyobrażam sobie różne sytuacje, podstawiam tam różnych ludzi i kurcze... no nie wiem! To dla mnie niemały szok, tym bardziej, że ciężko mi przyznać się do niewiedzy, notorycznie z tym walczę, a tutaj... chyba nie da się tego zwalczyć. No cóż, będę próbować, opracuję jakąś bazę pytań albo testowych sytuacji... nie wiem jeszcze :D Ale niedziela za 15 minut się kończy i zaraz zaczyna się ta.
Sesja.

Po sesji obiecuję sobie i WSZYSTKIM TU OBECNYM, że wracam do szycia! Mam nowe pomysły, a fundusze się znajdą. Już zatęskniłam za takim poczuciem, że robię coś kreatywnego i twórczego, co może się komuś spodobać.

Aha! Z rzeczy ważnych... rozważam dobranie drugiego kierunku na Politechnice Śląskiej. Właściwie jestem już zdecydowana, ale boję się, że ambicja mnie ponosi i będę tego żałować - taka tam powtórka z klasy maturalnej. Nic jeszcze w tym kierunku nie robię, sprawdzam, czy mi ochota nie przejdzie. Bo jeśli nie, to chyba czas pomyśleć o jakimś akademiku w Zabrzu.
No... chyba, że do tego czasu zdam już prawo jazdy, zarobię na własny samochód i będzie mnie stać na paliwo... TYLE NIEWIADOMYCH!