środa, 22 lipca 2015

"... mysle - co sie tez stanie z moim sercem..."

Wycieczka z "papierami" - Złote Tarasy.
Politechnika Warszawska budynek główny
Jest już dawno po maturach. Dawno po wynikach. I dostałam się.
Składałam papiery na UW, UJ, UE w Katowicach, PŚ i PW. Na UJ iść nie chciałam i tam też mnie nie chcieli. Dlatego spośród pozostałych... wybór padł na PW.


Mam wątpliwości  - nie myślcie sobie, że to taka prosta decyzja. Aż sama jestem zaskoczona jak bardzo jest nie-prosta. Całe życie chciałam wyjechać i rok temu przeszłam prawdziwe, gigantyczne załamanie, bo nie dostałam się do Wrocławia i wszystkie moje plany rozsypały się niczym kulka z suchego piasku rzucona o beton. A teraz, kiedy wreszcie jest okazja... mam jakąś blokadę w mózgu. 


Boję się tu zostawiać tylu "moich" ludzi. No i rodzina... Rodzina i najbliżsi przyjaciele - tu jest pies pogrzebany. O ile rodzina mnie nie opuści, o tyle ostatnio uświadamiam sobie, że... oni mnie przecież tak strasznie kochają! Z każdym dniem widzę to coraz bardziej i coraz bardziej serce mi się kraje kiedy myślę, że ich tu zostawię i pewnie zranię. Oni nie cieszą się, że dostałam się do Warszawy. Jeszcze do wczoraj próbowali przekonać mnie na UE albo PŚ. Ale nie, słowo się rzekło i klamka zapadła. Nie mam rodzeństwa, więc nie wiem na kim teraz skupią uwagę. Kupię im chyba kota. Chciałabym go mieć, ale w akademiku (a tam najprawdopodobniej będę kimać) oczywiście nie mogę. Więc może taki prezent to dobry pomysł? Połączyłabym przyjemne z pożytecznym...
No błagam, przecież to wygląda jak Luwr! *.*
Leżing z Alo w dąbrowskim Parku Hallera. Obie zmordowane po pracy.
No i drugim problemem są moi friends. Jak ich człowiek nie ma, to kapa. Jak ma, to też słabo... ech.


Pocieszam się, że jedna moja Ala jedzie ze mną - dostała się na UW. No ale zostaje tutaj jeszcze przynajmniej dwoje. Może troje. Ale tęsknić i tak będę za wszystkimi, których lubię i szkoda mi, że te kontakty się pourywają, że już nie usłyszę "Osioł, wpadnij do mnie za godzinę, obejrzymy Bridget, zrobimy se popcorn, akurat mam wino, będzie fajnie! No chooo!". Szkoda mi, że już nie będziemy oglądać Laski z "Chłopaki nie płaczą" na Redenie spontanicznie w niedzielę po pracy, że nie będziemy chodzić na Mariacką czy na rolki. 
Misja - zdjęcia charakterystycznych miejsc z ulubionych filmów
Oczywiście, będą inni znajomi, inne sytuacje i też pewnie będzie super. Ale nie chcę tracić tego, co już mam tutaj, pewne i stabilne. Martwię się też, że w październiku czy listopadzie okaże się, że te relacje wydawały mi się silniejsze niż faktycznie były. Boję się rozczarowania i tego uczucia... nie wiem jak ono się nazywa, ale jest takie paskudne. Człowiek lubi się oszukiwać i chyba wszyscy o tym wiemy. Tylko nie zawsze ma świadomość, że to robi. Ja wolałabym tego nie sprawdzać. 
Powtarzam sobie, że to nie koniec świata i Pendolino dojadę tu w niecałe 3 godziny. No ale przecież tak się tylko mówi.
Boję się też, że się zmienię. Że wrócę tu po kilku tygodniach czy po semestrze, może będę miała jeszcze do kogo i okaże się, że już nie jestem tą samą osobą, tylko zarozumiałą i oschłą "damą".
Nie wiem! Mam mętlik w głowie i już naprawdę mam dość wałkowania tego tematu.


Z rzeczy pozostałych...
Otóż za tydzień kończę pracę i zaczynam prawdziwe wakacje. Mam mnóstwo planów, zrobiłam sobie nawet specjalną listę okrzykniętą (nie przeze mnie) "listą zachcianek", na której znajdują się głównie rzeczy, których nie robiłam nigdy (np oddanie krwi) oraz takie, których nie robiłam dawno (np wycieczka do zoo czy wyjazd w Bieszczady). Strasznie się cieszę i już odliczam dni, bo mentalnie przygotowuję się na sierpniowy wakacyjny "przełom". Chcę też doczytać zaczęte książki, PRZECZYTAĆ zaległe gazety i dooglądać niedokończone seriale. Aktualnie na tapecie jest Dexter, ale myślę, że do niedzieli już go skończę, bo zostało mi tylko 9 odcinków. Zamierzam też zacząć oglądać LOST'ów i Breaking Bad. I jeszcze raz Big Bang Theory. Postanowiłam nauczyć się kwestii Sheldona na pamięć :D

Zdjęcie biletów z koncertu muzyki serialowej - było mega cudownie, a zapomniałam pochwalić się ostatnio :D
W planach mam także wielkie SZYCIE. Materiały od miesiąca leżą i stygną, projekt już jest, teraz tylko forma do wycięcia i można pracować. Zamierzam skroić białą letnią koszulkę w stylu boho bez rękawów i krótkie spodenki w szkocką kratę. Dość pożyteczne i nietrudne projekty, ale potrzebuję na to CZAAAASUUUU i SIIIŁYYYY :D


No i sport, moi drodzy! To już chyba ostatni duży "blok" planów na wakacje. Póki co uskuteczniam czasem basen i rolki (z przerwami na leczenie obtarć), kupiłam też hantelka. No ale chciałabym pojeździć na jakieś wycieczki rowerowe, pochodzić po górach... na mojej "liście zachcianek" są też m.in. tenis i squash. Zamierzam robić codziennie coś - żeby to były najaktywniejsze wakacje mojego życia :D


Jeśli chodzi o rzeczy związane z sesjami... ostatnio tylko na życzenie. I nie mają one nic wspólnego z szerokopojętą modą. Mimo to pochwalę się. Ostatnia sesja Ali.




Na koniec... dzisiaj rano wróciłam do poezji. Czytania. Zawsze kurczowo trzymałam się Szymborskiej i szłam, jak to ciele, z klapkami na oczach. Dzisiaj poznałam wiersze Osieckiej. I mam nową idolkę. W tytule postu wiersz Poświatowskiej, który także polecam, tymczasem poniżej fragment Osieckiej "Ach panie, panowie", który urzekł mnie szczególnie.

"Umiem cenić twój takt,
elegancki twój styl,
kto nauczył cię tak ładnie patrzeć na łzy ?
Jeszcze tulisz do ust moją rękę,
lecz zapomnisz mnie jak tą piosenkę.
Żegnaj miły, no cóż,
jak się żegnać - to już,
pięknie było nam z tym,
lecz za dużo jest zim,
ja cię może za mało kochałam,
lecz zapomnieć to już nie umiałam."