piątek, 18 września 2015

All I wanna do is...

Chillout
Za 8 dni wyjeżdżam na studia.
Czuję lekką panikę, ale z niewłaściwych powodów.
Żeby nie myśleć, staram się zająć głowę czymkolwiek. Nie mogę się skupić na czytaniu. Nie umiem się zacząć pakować. Słabo mi idą seriale i filmy, wciąż odpływam myślami...
Rozwiązaniem są ludzie.
Nigdy nie mogłam bez nich żyć, ale teraz egoistycznie potrzebuję kogoś, kto na siłę wytarga mnie z domu. Potrzebuję codziennie rano powodu, żeby wstać i się ubrać.


Dzisiaj na kawę do Katowic wyciągnęła mnie Sylwia, żeby "powymieniać się informacjami". Jako, że jest moim żywym i jedynym (prócz jesieni) skojarzeniem z "Gossip Girl", po powrocie przewrotnie postanowiłam obejrzeć "Wiek Adaline" (dla niezorientowanych - zalecam przejrzeć obsadę, wszystko się wyjaśni). Jestem właśnie w połowie, ale musiałam przerwać, gdyż-ponieważ na jego podstawie, w głowie pojawiło mi się jedno zaskakujące pytanie: czy życie może się znudzić?
Wyobraźmy sobie, że żyjemy wiecznie, że możemy zrobić wszystko, jechać wszędzie, spotkać każdego. Czy istnieje możliwość, że po czterystu-pięciuset latach życia moglibyśmy się wszystkiego nauczyć, wszystko osiągnąć i być w każdym miejscu? NIE! Przecież zawsze trzeba będzie pracować. A jeśli nie będzie trzeba, to będzie MOŻNA. Bo w tym wypadku starość nie występuje. Nie ma problemu z emeryturami, z brakiem czasu, ze śmiercią. Każdy mógłby śmigać biegle po turecku, węgiersku, mandaryńsku i... waleńsku! Przez 5 lat można by pracować w KFC, kolejne 5 w banku, a potem zostać ambasadorem na Jamajce. Bo dlaczego nie?
Cerkiew w Bielsku Podlaskim
Air - Photograph

Jednakże... w tym miejscu pojawia się kolejne pytanie. Czy każdemu taki układ by odpowiadał?
Umówmy się - wszyscy znamy więcej niż 100 osób. Lepiej lub gorzej. Ale każdy ma jakieś tam pojęcie na temat tych ludzi. Czy wszyscy oni studiują/pracują/wychowują dzieci/doskonalą się? 
Nie musicie przeglądać listy swoich znajomych na facebooku, odpowiem za was. Nie wszyscy. Oczywiście, można się kłócić o to, czy granie przez 20 godzin dziennie od 4 lat w LOLa da się zaliczyć jako "doskonalenie się". Mam jednak na myśli kształcenie związane z jakimiś planami na przyszłość. Np. jeśli ktoś planuje być drugą Martyną Wojciechowską i w nosie ma różniczkowanie i rozmnażanie pantofelków, nie idzie na studia. Nie szuka też stałej pracy. Bo na podróżowanie nie potrzeba wielkich pieniędzy, naprawdę. Jedna z moich dobrych koleżanek mając w kieszeni ok. 30 zł dostała się koleją transsyberyjską do Mongolii i gdzieś tam jeszcze. Dodatkowo, z jeszcze mniejszymi funduszami, dotarła stopem do Barcelony. Dziewczyna studiuje w Krakowie i nie wydaje ani grosza na transport ze Śląska - zdarzają się wyjątki, ale w 9/10 przypadków jeździ za free. Da się? DA SIĘ! Tylko trzeba chcieć. Trzeba mieć marzenia i odrobinę dobrej woli. A poza tym ruszyć tyłek z kanapy i coś zrobić, trochę się wysilić. Trzeba szukać możliwości i interesować się, trochę grzebać w internecie, pytać ludzi, czytać. To jest doskonalenie się. Jeśli kiedykolwiek coś w nas dupnie i Martyna zostanie jedyną osobą na Ziemi, to dam sobie rękę uciąć, że przetrwa aż do śmierci naturalnej, bo dzięki podróżom i dokształcaniu się nabędzie odpowiednich umiejętności.
Jeśli kogoś przygody Martyny B. zainteresowały, podaję link do jej bloga - warto zajrzeć i się zmotywować https://chociazkawalek.wordpress.com/.
Meczet w Kruszynianach & Alison


Inny przykład - jeżeli ktoś lubi się uczyć, jedyne co go interesuje, to nauka, nie wyobraża sobie "normalniej" pracy (np. przy kasie), może zostać naukowcem lub wykładowcą. Osobiście niestety nie znam żadnego geniusza, który aspiruje do nagrody Nobla, ale jestem wielką fanką "Big Bang Theory" i na podstawie serialu (choć to tylko sit-com, to ja w jego prawdziwość gorąco wierzę) stwierdzam, że można spełniać swoje marzenia i całe życie pozostać na uczelni, jednocześnie mając się z czego utrzymać. Cytując Laskę z "Chłopaki nie płaczą": "wystarczy, że odpowiesz sobie na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie: co lubię w życiu robić? A potem zacznij to robić".
Wszystko spoko, ale do czego dążę...
Otóż jest pewna grupa ludzi, którzy niezmiennie od wielu wielu lat mnie przerażają. To osoby, które nie mają zainteresowań, marzeń, planów, ambicji ani potrzeb wyższych. Siedzą w domu i to wszystko. Nie są ani szczęśliwi ani nieszczęśliwi. Po prostu egzystują i nie zastanawiają się co się z nimi stanie za 10 lat. 


Kilka miesięcy temu, podczas jednego z meetingów u Alicji, doszłyśmy do wniosku, że mamy niesamowite szczęście, bo otaczamy się samymi ambitnymi osobami, które nieustannie nas motywują, ciągną w górę. To naprawdę fantastyczne uczucie, kiedy SIĘ CHCE. Kiedy człowiek spotyka się z kimś i po godzinie rozmowy chce już wrócić do domu, bo chce coś zrobić. Powiem więcej! To cudowne, kiedy efektami swojej pracy możemy się pochwalić swoim przyjaciołom, a ich to naprawdę interesuje! Moim zdaniem dzielenie wspólnych zainteresowań, planów, marzeń oraz wspólne nakręcanie się, to jeden z głównych fundamentów każdej przyjaźni. Po spotkaniach z Alą zawsze chce mi się uczyć języków obcych. Słabo mi idzie, to zdecydowanie nie jest moja mocna strona, ale przynajmniej próbuję. Przez wpływ dwojga innych przyjaciół dużo w te wakacje jeździłam na rowerze, na rolkach, chodziłam na basen... bo choć ogólnie pochodzę z bardzo pro-sportowej rodziny i lubię szeroko pojętą aktywność fizyczną, to dopiero... jakaś forma rywalizacji zaczęła mnie motywować do regularnych ćwiczeń, bo sama po prostu nie lubię tego robić. Ostatnio częściej widzę się z Adą i Kubą, którzy piszą. Ada udziela się na blogu grupowym, prowadziła swojego bloga i pisze książkę, Kuba podobnie. Prócz tego wszyscy troje (łącznie z Alą) dużo czytają. I odkąd widzę się z nimi kilka razy w tygodniu, wracam do domu i też piszę. Znów mam wenę. Czytać też próbuję, choć mam problem z koncentracją. Ale nie poddaję się i robię kolejne podejścia. Tydzień temu spędziliśmy w czwórkę tydzień na wsi u dziadka Kuby. Cudownie było zaszyć się daleko od domu, daleko od ludzi, w ciszy. Dużo rzeczy do mnie wtedy dotarło, sporo poukładałam sobie w głowie i jedynym, czego żałowałam, było niezabranie laptopa. Bo tak chciałam wszystkie te myśli i wnioski spisać! Założę się, że gdybym była tam w innym towarzystwie, do głowy nawet by mi nie przyszło pisanie. Nie miałabym ani chęci ani pomysłu. Tymczasem Ada pisała na blogu, Kuba coś pisał, Ala przygotowywała konspekt na Erasmusa...


Modnisia Adrianna
Alison - szalony filozof
Papa Kuba poluje na wiewiórkę
Ludzie, z tego miejsca pragnę do wszystkich zaapelować. Zróbcie coś ze swoim życiem. Zajmijcie się czymś. Jeśli nie macie zainteresowań - szukajcie ich! Próbujcie wszystkiego. Nie namawiam nikogo, by robił coś wbrew sobie. Ale nie zapomnijcie, że po coś tu jesteście, w jakimś celu się urodziliście, zostawcie światu i ludziom coś po sobie. Życie jest tak krótkie, nie zmarnujcie go na nudę przez lenistwo! Pewnego dnia możecie zorientować się, że zostaliście kompletnie sami, bo gdy Wasi znajomi zorientują się, że znajomość z Wami nic nie wnosi do ich życia, że następuje stagnacja lub wspólnie idziecie w dół, oni Was zostawią. Może więc warto się postarać?