sobota, 5 grudnia 2015

Po co budowac dom...

Dzisiaj mocno refleksyjnie.
Mocno zaległy post.
Mocno szczęśliwie... nieszczęśliwy.
"Naleśniki" na Gali Miss & Mistera PW jako dział promocyjny TVPW


Od ponad dwóch miesięcy siedzę w Warszawie. Jak jest? Lepiej, niż mogłam kiedykolwiek przypuszczać. 
Chciałabym opisać wszystko dokładnie... ale wspomnę tylko o ludziach. Stare znajomości oczywiście mocno się przewartościowały, tak jak się tego spodziewałam. No ale pojawiły się nowe, które znów dają mi kopa.


Dzisiaj jednak nie o tym...
Otóż naszła mnie pewna, wcześniej zapowiedziana, refleksja. Lata temu byłam harcerką, kochałam to nad życie i wkładałam w tą organizację całe serce, całą siebie. Nie widziałam świata poza zbiórkami, piosenkami, ogniskami, harcerzami... a jednak przyszedł taki czas w życiu, kiedy "powiedziałam sobie dość" i odeszłam. Jednak zanim to nastąpiło, byłam kolejno przyboczną i drużynową przez kilka lat. Dużo zrobiłam dla tej drużyny. Nigdy bym sobie nie wybaczyła, gdyby za mojej kadencji upadła.
Co prawda to nie Judyta, ale Most Świętokrzyski odhaczony!
Rano, będąc z mamą na zakupach, spotkałam nowych młodych harcerzy z chustami mojej drużyny, którzy uczestniczyli w akcji charytatywnej. W pierwszej chwili popadłam w dziki popłoch ze względu na wyjątkowo niewyjściowy wygląd, ale przemogłam się i weszłam do środka. Spojrzałam nieśmiało w te młode uśmiechnięte buzie i zrobiło mi się autentycznie przykro. Nie poznali mnie. Oczywiście, to głupota z mojej strony spodziewać się, że dzieciaki, które nigdy w życiu nie miały ze mną styczności, będą mnie kojarzyć i witać ukłonami z daleka. A jednak... coś mnie ukłuło w sercu. Taka beznadziejna myśl "tyle zrobiłam, tyle poświęciłam... a oni nawet o tym nie wiedzą. I się nie dowiedzą, bo kto im to powie?". Miałam ochotę podejść i przedstawić się "czuwaj! To ja, druhna Osioł. Na pewno ktoś wam coś o mnie mówił, prawda?" Przecież to straszne, kiedy przeanalizujemy swoje życie i spojrzymy na nie z perspektywy obcego człowieka. Ile ważnych dla nas rzeczy, tak naprawdę nic nie znaczy. Ile z pozoru istotnych wydarzeń zostało zapomnianych.


Nigdy nie zapomnę pewnego ogniska na biwaku harcerskim w Białej Wielkiej, którego tematem gawędy były chyba plany i marzenia. W każdym razie... była tam dziewczyna w wieku 14 lat, której marzeniem było zostać zapamiętaną. Do tej pory pamiętam te słowa, nawet gdzieś je potem zapisałam... "chciałabym, żeby ludzie... np taka Toczek - po latach powiedziała wnukom, że mnie znała, że zrobiłam coś istotnego, coś wniosłam do jej życia". Minęło 5 lat od tego ogniska i wciąż uważam, że to jedna z najmądrzejszych rzeczy, jaką w życiu usłyszałam. Do tej pory wstydzę się własnych niedojrzałych marzeń, kiedy myślę o tym powyższym. 


Dh. Osiołek  - rok... pewnie 2007 albo coś w tym stylu
Jednak podobna sytuacja, jak ta ze sklepu, wydarzyła się wcale nie tak dawno, zaraz po tegorocznej maturze. Poszłam na zbiórkę harcerską mojej starej drużyny, żeby zobaczyć jak się trzymają, co się zmieniło. I znów... troje harcerzy mnie pamiętało, bo sama ich "zrekrutowałam", ale pozostałe dzieciaki patrzyły na mnie jak na ufo. Dopiero ówczesna drużynowa wprowadziła je w historię drużyny sprzed zaledwie trzech lat. Dostrzegłam iskrę zrozumienia i szacunku w ich oczach, a zaraz potem przypomniałam sobie czasy, kiedy byłam w ich wieku i w hufcu widziałam "starych" harcerzy, którzy odwiedzali swoich znajomych. Nie wiedziałam kim są, ani jak się nazywają. Wiedziałam za to, że chcę przeżyć przynajmniej tyle cudownych chwil, co oni, żeby potem też odwiedzać stare mury i wspominać piękne czasy, które już nie wrócą.
No i proszę! Chciałam, to mam! Tamtego dnia po zbiórce rozmawiałam z drużynową i przyboczną mojej starej drużyny - akurat tak się stało, że wszystkie trzy jednocześnie dorastałyśmy w 31 ZDH. Chodziłyśmy po osiedlu i wspominałyśmy rajdy, obozy, zbiórki. I znów poczułam się jak dziecko. Skakałam, śmiałam się, krzyczałam i siedziałam na trawie. Później w domu obejrzałam wszystkie wywołane zdjęcia i uświadomiłam sobie jakie miałam cudowne dzieciństwo i ile to wszystko, co było, dla mnie znaczy. Dobrze, że są ludzie, którzy też pamiętają te czasy. Dobrze, że są ludzie, którzy tego wszystkiego nie doświadczyli, bo dzięki temu nasze wspomnienia wciąż żyją dzięki opowieściom. Dobrze, że mamy okazję uczestniczyć w tylu wydarzeniach, poznawać tylu ludzi, stać się ich wspomnieniem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz